#RówieśnicyBezPrzemocy
Jak zrozumieć zachowania dziecka.
O integracji sensorycznej, której dziś tak bardzo brakuje.
Wielu dorosłych obserwuje u dzieci zachowania, które mogą wyglądać na agresywne: popychanie, klepanie, wpadanie na innych, zbyt mocny uścisk, wybuchy złości czy impulsywność. Łatwo wtedy pomyśleć: „On jest niegrzeczny” albo „Ona robi to specjalnie”.
Tymczasem bardzo często u podłoża takich reakcji nie leży zła wola, ale trudności
w integracji sensorycznej.
Integracja sensoryczna to proces, w którym mózg odbiera, porządkuje i interpretuje informacje z ciała i otoczenia — zmysły pomagają nam wiedzieć gdzie jesteśmy, jak się ruszać, jak dostosować siłę, tempo, odległość, jak reagować na bodźce.
Kiedy ten system działa nie w pełni sprawnie, dziecko może:
zbyt mocno reagować na dotyk, dźwięk czy ruch,
za słabo odczuwać bodźce i szukać ich intensywniej,
mieć trudność z kontrolą ciała i emocji,
w sytuacji przeciążenia reagować wybuchem lub wycofaniem.
I wtedy to, co wygląda na agresję, często jest po prostu zbyt silną reakcją na bodziec, którego układ nerwowy nie potrafi właściwie przetworzyć.
Jeszcze kilkanaście lat temu dzieci rozwijały integrację sensoryczną spontanicznie — na podwórkach, trzepakach i boiskach.
Codziennie wykonywały setki czynności, które dziś zalecamy jako ćwiczenia terapeutyczne:
wspinanie się na trzepak i drabinki,
wieszanie się do góry nogami,
bieganie „od rana do wieczora”,
gra w klasy, gumę, berek,
zabawy zespołowe typu „piwko piwko naprzeciwko”,
skakanie, przepychanki, turlanie po trawie.
To wszystko naturalnie regulowało układ nerwowy, uczyło równowagi, koordynacji, kontroli siły i odległości, a do tego budowało odporność emocjonalną.
Dziś dzieci spędzają dużo więcej czasu
w pozycji siedzącej — w szkole, domu, przy ekranach. Ruchu jest mniej, bodźców jest za to bardzo dużo i często są one niefizyczne: głośne, szybkie, migające, stresujące.
W efekcie organizm dosłownie „domaga się” ruchu i stymulacji, której naturalnie kiedyś dostarczało podwórko.
Jeżeli dziecko potrzebuje mocnego bodźca, to:
wbiega w innych,
dotyka zbyt gwałtownie,
ściska za mocno,
kołysze się, podskakuje lub kręci,
buczy, wierci się, zaczepia — nie po to, by zrobić komuś krzywdę, ale żeby się regulować.
Jeżeli z kolei bodźców jest za dużo:
reaguje wybuchem,
płaczem,
„ucieczką”,
rozdrażnieniem, które można mylnie odebrać jako agresję.
W obu przypadkach to biologia, nie złośliwość.
Patrzeć głębiej – zanim ocenimy zachowanie jako „agresywne”, warto zastanowić się, czy dziecko nie jest przebodźcowane lub czy nie brakuje mu ruchu.
Zapewnić codzienny ruch – huśtawki, rower, trampolina, „samoloty”, przeciąganie, skakanie, zabawy w równowagę.
Wprowadzać przerwy sensoryczne – krótkie aktywności wyciszające lub pobudzające w zależności od potrzeb.
Uczyć nazwania uczuć i potrzeb – dziecko, które potrafi powiedzieć „potrzebuję ruchu”, rzadziej wybucha.
Współpracować ze szkołą i specjalistą SI, jeśli trudności są częste.
Nie każde zachowanie, które wygląda na agresję, wynika z intencji skrzywdzenia kogoś.
Często to wołanie układu nerwowego o regulację, ruch, dotyk, równowagę – o to, co kiedyś dawało samo podwórkowe życie.
Zrozumienie tego pozwala reagować mądrzej, spokojniej i z większą empatią — a właśnie tego najbardziej potrzebują dziś dzieci.
Szkoła Podstawowa
im. Powstańców Śląskich
w Łubnianach
774215009
psp.lubniany@lubniany.pl
ul. Opolska 51
46-024 Łubniany